Z kart historii Gminy Modliborzyce
Przed wejściem do kościoła parafialnego w Modliborzycach umieszczona jest tablica, na której znajdują się nazwiska młodych mężczyzn pochodzących z parafii, poległych w bitwach, na frontach I wojny światowej. Powołani przed tuż przed 1914 rokiem lub w czasie ostatniego poboru z początku 1915 roku walczyli jako polscy poddani cara z zaboru rosyjskiego, ponieważ zdecydowana większość z tych ludzi poniosła śmierć w mundurach armii carskiej Rosji. Gdyby nie objął ich carski pobór zapewne wielu wstąpiłoby do Polskiej Organizacji Wojskowej lub do tworzącego się po 1918 roku polskiego wojska. Ale w 1914-15 roku nie było dla nich wyboru, ci którzy wcześniej próbowali sprzeciwić się władzy Moskali przegrywali w powstaniu listopadowym i styczniowym. Pamięć o buntownikach (мятежниках) zaborcy konsekwentnie wyśmiewali a ich bohaterstwem pogardzali; w sumie ta propaganda okazała się skuteczna skoro jest powtarzana do dziś. Klęska Moskali już w pierwszej fazie wojny była dla Polaków w zaborze rosyjskim typowym „przewróceniem stolika”; czymś co dawało szanse na zupełnie nowy porządek polityczny, ale trzeba to jeszcze było chcieć i umieć to wykorzystać.
Wprawdzie w 1915 roku wschodniego zaborcę zastąpili Austriacy i wielu mogło się wydawać, że gorzej już nie będzie a niepodległość kraju jest bardziej odległa niż kiedykolwiek wcześniej. Ale zmieniła się też mentalność Polaków i wiara w możliwość „wygrania Polski”. O niepodległość chcieli walczyć nie tylko zamożni arystokraci, od zawsze stanowiący nie wielki procent narodu, ale przede wszystkim ogół społeczeństwa zamieszkujący polskie miasta, wsie czy osady takie jak Modliborzyce. Od poddanych, oddających życie za cara, do konspiratorów, przeciwników władzy okupacyjnej i ochotników do tworzącego się wojska polskiego. Dlaczego w ciągu dwóch, trzech lat zmieniło się tak wiele? Czy może raczej był to proces znacznie dłuższy i mający swój początek wcześniej, a sprzyjające okoliczności przyspieszyły bieg wydarzeń? W końcu skąd wziął się ów patriotyczny zapał, który wykazywali mieszkańcy niezamożnych, w większości rolniczych terenów Lubelszczyzny? Takie pytania, mimo upływu czasu, wciąż są stawiane, być może nie ma na nie jednej poprawnej odpowiedzi.
Tworzenie małych, nawet kilku czy kilkunastoosobowych oddziałów Polskiej Organizacji Wojskowej w małych miejscowościach ma swoje indywidualne historie. Są to dzieje ciekawe, warte przybliżenia, dokładnie takie jak historia POW z placówką w osadzie Modliborzyce. Po ponad stu latach na historię i problemy „modliborskich peowiaków” patrzymy zupełnie inaczej: często ich nie rozumiemy, raczej oczekujemy sensacji, bezmyślnej brawury. Tymczasem jest to historia ludzi postępujących racjonalnie i odpowiedzialnie, dlatego właśnie zakończona została pełnym sukcesem. Poza tym w literaturze wciąż pomijany jest ogromny wkład jaki małe „peowiackie” komendy wniosły w powstanie zorganizowanie działalności państwowości polskiej. Nie dość mocno podkreśla się zdyscyplinowanie i rozwagę chłopskich ochotników z oddziałów POW, a już zupełnie rzadko wspominana jest wielka praca patriotyczna i edukacyjna jaką w latach 1915- 1918 wykonali zaprzysiężeni członkowie Towarzystwa Piechur i Polskiej Organizacji Wojskowej.
Prości poddani cara czy świadomi polscy patrioci?
Świadomość narodowa i patriotyzm polskich chłopów w XIX wieku w historiografii nader często poddawana jest w wątpliwość. Zdaniem wielu badaczy historii to wydarzenia Wielkiej Wojny w latach 1915- 1918 miały być początkiem budzenia tegoż patriotyzmu w skali ogólnopolskiej. Akurat to założenie nie do końca można zastosować do historii powiatu janowskiego i gminy Modliborzyce. W XVIII i XIX wieku Kraśnika, Modliborzyc i Janowa nie omijały echa wielkiej historii. Wprawdzie główny szlak łączący Lublin i Zamość przebiegał na wschód od tych miast, jednak żołnierze walczących armii, w celach aprowizacyjnych, nader chętnie zapuszczali się w te rejony. Niezamożni rolnicy i rzemieślnicy przeżywali wówczas prawdziwe dramaty, ich majątek był grabiony, oni sami popadali w nędzę, cierpieli głód, szerzyły się epidemie, a najgorsze, że taki schemat powtarzał się co kilkadziesiąt albo lat. Jak zwykle „za wielką polityką płacili zwykli mali ludzie”.
Gdy brak środków na przeżycie trudno wymagać od ludzi by wykazywali się świadomością narodową i poświęceniem za niepodległość, stwierdzenie to jest tak oczywiste jak częste w historii. Niemniej mieszkańcy Modliborzyc i okolicznych wsi w pierwszej połowie XIX stulecia dawali przykłady patriotyzmu chęci walki o Polskę. Prawda; poczucie przynależności do narodu wykazywali nie wszyscy i niekoniecznie w taki sposób jak rozumiane jest ono obecnie. W początkach 1831 roku w Modliborzycach zbierają się ochotnicy tworzący lokalny oddział Straży Bezpieczeństwa[1]. Duże zgrupowanie Straży Bezpieczeństwa w tym czasie zbiera się w Janowie. Powstanie listopadowe przegrywa, ale idea poczucia przynależności narodowej w lokalnych wspólnotach nie zanika. Przez ponad pół wieku nie zamożni włościanie z Modliborzyc i okolicznych miejscowości zabiegają o założenie szkół ludowych z polskim językiem wykładowym. Okoliczni dziedzice, którzy wykazali rojalistyczne sympatie wobec cara: Emilian Doliński, Jan Michelis, byli w stałym konflikcie ze społecznością, byli (właściwie są do dziś) uznawani za zdrajców sprawy narodowej. Za to prawdziwym bohaterem lokalnej społeczności stał się dziedzic Wolicy- Ignacy Solman. W początkach 1863 roku Solman zebrał oddział powstańczy, złożony w większości z chłopów i rzemieślników[2]. Wprawdzie "partia modliborzycka" (bo tak umownie można nazwać ten powstańczy oddział) została rozbita już w końcu stycznia 1863 roku, jednak Rosjanie długo jeszcze określali ten rejon jako "niebezpieczny i buntowniczy"[3].
Reforma uwłaszczeniowa po powstaniu styczniowym była korzystna dla polskich włościan z zaboru rosyjskiego. Pamiętajmy jednak, że powstańczy Tymczasowy Rząd Narodowy proponował równie dobre, jeśli nie lepsze rozwiązanie kwestii agrarnej[4]. Władze rosyjskie dołożyły starań by o polskich próbach uwłaszczenia chłopów zapomniano, natomiast zasługi cara miały być podkreślone. Dowodem wdzięczności polskiego ludu miał być pomnik jaki wystawiono carowi Aleksandrowi II Romanowowi w 1889 roku w Częstochowie, w sąsiedztwie klasztoru na Jasnej Górze. Prawda pomnik powstał z inicjatywy urzędnika Michała Konesynowa, zaś sam pomysłodawcą wystawiania wielu podobnych pomników temu monarsze był jego syn Aleksander III, ale o tym nie wspominano. Zupełnie pominięto nawet, że ten „dobroczyńca” zginął w 1881 roku z ręki Polaka Ignacego Hryniewieckiego. Faktem jednak jest, że monument sfinansowano z dobrowolnych składek włościan polskich w podzięce za uwłaszczenie. Wydawało się, że wiejskie powiaty i gminy pozostaną wierne rządom carskim. Szkoły ludowe, które władze rosyjskie zezwalały zakładać miały nie tyle edukować co wpajać młodzieży wierność „do Najjaśniejszego Pana”. Miały być gwarantem braku kolejnych powstań a patriotycznie nastawieni arystokraci i ziemianie, w obawie przed chłopami –rojalistami nie podejmą się kolejnego narodowego powstania. Tymczasem mijały dekady a młodzież podczas rewolucji w Królestwie Polskim na klęskę powstania 1863 roku i carski akt uwłaszczenia patrzyła już zupełnie inaczej. Polskość i niepodległość znów imponowała. Gorycz klęski powstania została zapomniana. W powiecie janowskim w 1906 roku uczniowie, ich rodzice a często też nauczyciele podjęli strajk, polegający na bojkotowaniu zajęć lekcyjnych, żądając lekcji w języku polskim, urządzono serię demonstracji patriotycznych. Na 27 szkół elementarnych powiatu janowskiego, strajk podjęło 21 placówek[5]. W szkole elementarnej w Modliborzycach strajk zaczął się jesienią 1906 roku, brali w nim udział młodzi ludzie, ci którzy w 1918 roku, jako zaprzysiężeni ochotnicy POW przejmą władzę od austriackiej żandarmerii.
Spokojny rolniczy region pomiędzy Lublinem a twierdzą Zamość. Raczej słabo zaludniony, niezamożny, bez ośrodków przemysłowych. Przez wieki rzadko rozgrywały się tu decydujące bitwy i kluczowe kampanie wojenne. W czasie pokoju mieszkańcy lojalnie wywiązywali się ze swoich powinności najpierw wobec władzy austriackiej (od 1795 do 1809 roku), przez trzy lata władzy Księstwa Warszawskiego, potem rosyjskiej. Płacili podatki czy nakazane kontrybucje. Ale w czasie powstań narodowych, rewolucji, ci sami obywatele dawali dowody, że nie chcą być i nie będą poddanymi cara. Podejmowali ryzyko, ginęli, ponosili koszty insurekcyjnego oporu, dawali dowody, że przede wszystkim są Polakami wyrażającymi sprzeciw wobec zaborców. Wydaje się uprawnionym twierdzenie, że tworzenie organizacji niepodległościowych, budzenie patriotyzmu, w czasie I wojny światowej; w powiecie janowskim, gminie Modliborzyce; nie było czymś nowym, ale raczej cyklicznie powtarzanym. Natomiast w latach 1915- 1918 postawy patriotyczne i dążenia niepodległościowe nie tylko odrodziły się na nowo lecz tym razem miały realne szanse powodzenia i zakończyły się sukcesem.
Założenie Organizacji POW w Modliborzycach
W 1914 roku echa rewolucji i strajku szkolnego przeminęły. Lokalna społeczność miała zresztą dość kłopotów: obawiano się zniszczenia osady i okolicznych wsi w trakcie walk w 1914- 1915 roku, obawiano się przemarszów wojsk, śmierci wskutek epidemii, wypędzeń związanych z bieżaństwem. Okupacja austriacka oddaliła bezpośrednie działania wojenne od Lubelszczyzny, ale przyniosła też stałe kontrybucje, pogorszenie standardu życia, niedożywienie mieszkańców i stale nawracające zarazy; choć przyznać trzeba, że akurat w kwestiach sanitarnych to Austriacy jak i Niemcy podjęli szereg działań zapobiegających rozprzestrzenianiu epidemii.
Jesienią 1914 roku Polska Organizacja Wojskowa rozpoczęła swoją działalność w Warszawie i jeszcze w tym samym roku w Lublinie[6]. Początkowo zarząd lubelskiego POW województwa składał się z 10 osób, jednak szybko powiększał swój stan osobowy i dopiero wówczas zaczął mieć wpływ na założenie powiatowych oddziałów tej organizacji w całym województwie lubelskim. Organizacyjnie obszar Lubelszczyzny wszedł w skład VIII Okręgu; w 1917 roku wydzielono z niego okręg Zamojszczyzny określony jako „VIII a”. Z kolei powiat janowski oznaczono jako „Obwód Nr.3”. Komendantem tego terenu był Franciszek Sitarz pseudonim „Franek”. Następnie od 28 września 1916 roku nowym komendantem tego obwodu został niespełna dwudziestoletni Antoni Gajl pseudonim "Kot" ur. 1 II 1897 w Paszyji (Gubernia Permska)[7]. Człowiek, którego życiorys mógłby posłużyć za scenariusz niejednej publikacji historyczno- przygodowej. Podkomendantem obwodu został Prokopiak pseudonim „Magdaleniak”. W czerwcu 1917 roku aresztowanego Antoniego Gajla, zastąpił Jan Pawłowski PS. „Babinicz”, aresztowany po dwóch tygodniach. Od lipca 1917 do kwietnia 1918 komendantem obwodu janowskiego został Leon Prybe- Śmiałowski[8].
Od początku swojej działalności Zarząd Lubelski Polskiej Organizacji Wojskowej liczył na rozrost organizacji i tworzenie podkomend w mniejszych miejscowościach. Zabiegano o pozyskanie ludzi oddanych sprawie niepodległości, miejscowych patriotów. Taki scenariusz nie był niczym nowym; powtarzał się wcześniej przy powstaniach narodowych; ochotnicy, patrioci w każdym powstaniu stanowili podstawę do tworzenia partii, organizacji bojowych. W przypadku Modliborzyc dyskusyjną kwestią jest to: czy organizacje niepodległościowe zakładane były z pomocą przysyłanych emisariuszy? Czy raczej zaczęły się tam już tworzyć z "inicjatywy miejscowych" i z czasem przyjęto je w „ogólnopolskie” ramy Towarzystwa „Piechur” a następnie Polskiej Organizacji Wojskowej? Ten drugi scenariusz sugerują miejscowi peowiacy i raczej to twierdzenie jest w pełni uprawnione. Nie ulega wątpliwości, że w samej osadzie i okolicznych wsiach nie brakowało ludzi przedsiębiorczych, rozumiejących pojęcie patriotyzmu, a co najważniejsze, gotowych by walczyć o niepodległą Polskę. Samo manifestowanie patriotyzmu i chęć organizowania oddziału (partii), tak jak czyniono to w czasie powstań narodowych, najprawdopodobniej była inicjatywą lokalnego środowiska. Jednakże instrukcja utworzenia Towarzystwa „Piechur” a potem Polskiej Organizacji Wojskowej w osadzie musiała być przywieziona przez przygotowanego do takich zadań emisariusza. Mógł to być uczeń lubelskiego gimnazjum, a takich w Modliborzycach nie brakowało. Niemniej taka instrukcja i inicjatywa musiała być skierowana do pewnej grupy osób, którzy chcieli podjąć pracę niepodległościową. W samej okolicy było wielu ludzi, którzy z działalnością patriotyczną i konspiracją zetknęli się wcześniej, a w latach 1914 -1918 znaleźli się na terenie powiatu janowskiego oraz osady lub gminy Modliborzyce. W sytuacji politycznej, jaka zaistniała latem 1915 roku powstanie miejscowego oddziału POW w Modliborzycach, Zaklikowie, Zakrzówku i innych miejscowościach regionu było kwestią czasu. Inna sprawa to; od kiedy obywatele konkretnych miejscowości rozpoczynali działalność w ogólnopolskiej niepodległościowej paramilitarnej organizacji. Szerokie (by nie rzec masowe) tworzenie komend POW w miejscowościach na terenie ówczesnego „dużego” powiatu janowskiego miało miejsce w 1916 roku. W końcu 1915 powstał zaklikowski pod obwód POW, któremu przewodził Stanisław Polański. W styczniu 1916 roku powołano komendę w Urzędowie (Kraśnik wchodził w skład tej komendy), Księżomierzu, Dzierzkowicach, Ratoszynie, Bobach[9].
Najprościej byłoby uznać, że wówczas (w 1916 roku) stworzono też oddział Polskiej Organizacji Wojskowej w Modliborzycach, sugerują to w swoich życiorysach miejscowi peowiacy. Niemniej wiele faktów tego nie potwierdza, a w wielu miejscach relacje zupełnie nie pokrywają się ze sobą. Pewnym jest, że grupa miejscowych strażaków- patriotów w styczniu 1916 zaczęła działać w ramach Towarzystwa Piechur. Władysław Kwiecień ps. Lis krótko opisuje tę sytuację: „Od 1916 r należałem do Towarzystwa Piechur w Modliborzycach, które to Towarzystwo zostało przekształcone na Polską Organizację Wojskową (POW) do której należałem bez przerwy do 1918, do rozbrojenia Niemców. Franciszek Chrzanowski też nie twierdzi, że Polska Organizacja Wojskowa działała już w początku 1916: „W początku roku 1916 zacząłem brać czynny udział w życiu organizacji manifestujących swoje wrogie stanowisko do władz okupacyjnych austriackich”.
Towarzystwo Sportowo- Gimnastyczne „Piechur” (zorganizowane zresztą przez zarząd POW) było fasadą, oficjalną nazwą, pod którą wykonywano zadania Polskiej Organizacji Wojskowej. Towarzystwo „Piechur” skupiało się na działalności patriotycznej, wychowaniu obywatelskim, w dalszej kolejności przysposobieniu wojskowym. Działalność ta obejmowała organizowanie ćwiczeń, propagowanie idei obronności oraz działalność społeczną i kulturalno-oświatową, miała na celu wzmocnienie ducha patriotycznego i przygotowanie młodzieży do służby wojskowej. Dokładnie tak było w przypadku Modliborzyc: w ramach działalności „Piechura” przygotowywano manifestacje patriotyczne, z czasem dopiero o wyraźnie „antyaustriackim” charakterze.
Prezesem „Piechura” w Modliborzycach został Andrzej Orłowski, w skład zarządu wchodzili też Edward Stachurski, Franciszek Łata. Natomiast nie jest jasne czy Orłowski był emisariuszem i to on od początku rozwijał tę organizację na terenie gminy i osady? Czy wpływ na założenie Towarzystwa Sportowo- Gimnastycznego Piechur miał Stanisław Migut urodzony w Studziankach w 1897, przeszkolony, aktywny emisariusz POW, który tak opisał swoją działalność: „ W Listopadzie 1915 wstąpiłem do POW i otrzymałem polecenie organizowania POW w okolicy(…) Powołane (przeze mnie) POW i Tow. „Piechur” organizowały obchody narodowe, zabawy dochodowe na cel narodowy, teatry amatorskie, odczyty w celu pogłębienia ruchu niepodległościowego”. Dokładnie takie zadania realizowano w osadzie Modliborzyce. W pierwszych miesiącach 1916 roku zaczęto prowadzić ożywioną działalność patriotyczno- oświatową połączoną z uroczystymi manifestacjami i pochodami ulicami Modliborzyc "z początkiem stycznia 1916 organizowane były manifestacje niepodległościowe i Narodowe"[10]. Edward Stachurski pisze o wydarzeniach z tego czasu: „Od początku 1916 brałem udział we wszelkich manifestacjach Narodowych”. Polski patriotyzm okazywano „z okazji święta 3 maja” czy „bitwy pod Racławicami”, „unii polsko- litewskich”.
Lato 1916 roku, zdaniem miejscowych peowiaków, miało być przełomem i czasem założenia pełnoprawnego oddziału POW w Modliborzycach. Często podawaną w kwestionariuszach i wspomnieniach datą złożenia przysięgi i przystąpienia Polskiej Organizacji Wojskowej w Modliborzycach jest lipiec, sierpień 1916 roku[11]; wówczas organizacja przyjęła najwięcej ochotników. Edward Stachurski sporządzając swój życiorys zapisał: "W lipcu 1916 przystąpiłem do POW, gdzie zostałem mianowany komendantem w sierpniu 1916 i przystąpiłem do tworzenia lokalnego oddziału. Jako swój pseudonim przybrałem określenie Dox".[12] Komendantem modliborskiego POW został człowiek znany w lokalnej społeczności, mający wyobrażenie o świecie (od 1908 do 1914 pracował w USA), posiadał też doświadczenie w działalności niepodległościowej (w USA działał w „organizacji Sokół” i brał czynny udział w pracach tej organizacji). Naturalnym było, że pierwszym zadaniem komendanta musiało być pozyskanie ludzi "pewnych i oddanych sprawie" bo trzeba do organizacji należało wciągnąć większą grupę ochotników zaangażowanych w działalność patriotyczną. Ze swoich zadań "Dox" wywiązywał się wzorowo, już w sierpniu i wrześniu 1916 roku do organizacji przystąpili kolejni patrioci. Marcin Kucharski stwierdził : „w 1916 roku wpisałem się do organizowanego oddziału POW” jako datę przystąpienia podał w kwestionariuszu 19 sierpnia 1916 roku[13]. Karol Potocki podał: „W dniu 20 września 1916 wstąpiłem do POW”[14], ale jako datę zaprzysiężenia wpisał 17 marca 1917 roku[15]. Marcin Ptaszek napisał: „od miesiąca sierpnia 1916 w POW na terenie gminy Modliborzyce”, natomiast w kwestionariuszu jako datę zaprzysiężenia podał tylko 1916 rok[16]. Wiktor Tomiło zapisał: „w roku 1916 w miesiącu sierpniu wstąpiłem do Polskiej Organizacji Wojskowej jako zaprzysięgły członek”, w kwestionariuszu sprecyzował, że zaprzysiężenie nastąpiło 16 sierpnia 1916 roku[17]. Władysław Orłowski też potwierdza datę zaciągnięcia się do organizacji niepodległościowej: „Od sierpnia 1916 r. zaciągnąłem się do POW w Modliborzycach pod dowództwem komendanta Stachurskiego Edwarda Dox”. Bronisława Chrzanowska z domu Firosz: „ Współpracowałam z P O W w Modliborzycach, od 20.10.1916”. Wszystko wydaje się być oczywiste z zachowanych wspomnień, życiorysów i kwestionariuszy wynika jedno; latem 1916 roku została założona i zaprzysiężona Polska Organizacja Wojskowa w Modliborzycach. Jednak nie do końca. Same kwestionariusze miejscowych peowiaków, wypełniane w latach trzydziestych, budzą zastrzeżenia. Podawane w kwestionariuszach dane i nazwiska komendantów powiatowych a nawet komendanta lokalnego oddziału są różne, w kilku przypadkach nie mogły być realne, ale nie jest to podstawowy problem. Chodzi o to, że każda duża organizacja wojskowa jest podległa wyżej stojącej w hierarchii komendanturze, jest przyjmowana do struktur lub zawiązuje się za jej wiedzą, z jej polecenia. Potem jest wspierana i kierowana przez dowodzących a jej działania są skoordynowane z pozostałymi oddziałami. Tymczasem Franciszek Chrzanowski krótko, ale sprawiedliwie przedstawił co wydarzyło się latem 1916 w Modliborzycach. „W roku 1916 wspólnie w kilkoma obywatelami przystąpiłem do zorganizowania oddziału Polskiej Organizacji Wojskowej w Modliborzycach i zostałem w zarządzie tego oddziału skarbnikiem”. Miejscowi patrioci zorganizowali się więc „na własną rękę”, działali w dobrej wierze, ale nie był to jeszcze oddział wchodzący w struktury POW. Być może nad wszystkim miał czuwać emisariusz Stanisław Migut, który utworzył „peowiackie” komendy w Studziankach, Zakrzówku, Dębinie, Batorzu, Zakrzewie. Możliwe, że jego zadaniem miało być zgłoszenie nowej komendy POW w Modliborzycach i przedstawienie jej zadań. Tymczasem Stanisław Migut pisał o sobie: „26 czerwca 1916 roku za pracę niepodległościową zostałem przez władze austriackie aresztowany i wywieziony do robót przy fortyfikacji lewego brzegu Wisły i skąd powróciłem 25 grudnia 1916”. Oficjalne zorganizowanie komendy POW w osadzie należałoby raczej umiejscowić w drugiej połowie 1917 roku. Emisariuszem, który miał wpływ na prowadzenie i organizację oddziału POW Modliborzyce, podporządkowanego "strukturom lubelskim", był Antoni Zieliński, syn Wincentego i Wandy z Olszewskich, brat Kazimierza i Ignacego Zielińskich. Antoni urodził 31 maja 1898 w Modliborzycach. Po ukończeniu szkoły elementarnej naukę kontynuował w Lublinie "jako uczeń szkoły im. Staszica". Pedagodzy i młodzież gimnazjum, do którego uczęszczał Zieliński garnęli się w szeregi organizacji "walczącej o Polskę". Do Polskiej Organizacji Wojskowej należeli zarówno uczniowie jak i nauczyciele lubelskich szkół. Swoją działalność w strukturach POW w Lublinie Antoni Zieliński opisywał: "Do POW wstąpiłem na przełomie 1915-1916 roku jako uczeń szkoły Staszica. Przystępując złożyłem przysięgę na ręce prof. Chamca (pseudonim Mirski) oraz przyjąłem jako własny pseudonim Parciński. Regularnie uczęszczałem na wszystkie zbiórki i zebrania, które odbywały się w miejscach ukrytych, zakonspirowanych lokalach, znanych tylko przynależącym do POW[18]”. Zauważmy: Zieliński był niemal rówieśnikiem Miguta. Do lubelskiego POW obydwaj młodzieńcy wstąpili w tym samym czasie i odbyli podobne przeszkolenie. Sekcja lubelskiego POW szkoliła swoich adeptów w działalności wywiadowczej, zbieraniu informacji o przejeżdżających transportach wojskowych. Zaznajamiano młodzież z organizacją armii rosyjskiej i niemieckiej. Warto zauważyć, że dokładnie takie zadania wykonywali "peowiacy" z Modliborzyc. Emisariusz "Parciński" otrzymał polecenie zorganizowania takiego oddziału w swojej rodzinnej miejscowości i podporządkowanie jej lubelskiemu zarządowi o czym wspomniał w swoim życiorysie „W moim rodzinnym miasteczku Modliborzycach w 1917 założyłem POW”. Bezpośredni rozkaz dowództwa o utworzeniu komendy w rodzinnej osadzie wydał Zielińskiemu „Komendant prowadzący ćwiczenia Kazimierz Lucjan Pieracki”[19]. Z tym, że emisariusz Parciński nie tyle założył co raczej zgłosił i przekazał istniejącą lokalną komendę pod oficjalne struktury Polskiej Organizacji Wojskowej. Młody Zieliński opisując swoją działalność w organizacji niepodległościowej i przygotowania do działalności emisariusza stwierdził: "Przeszedłem kurs przeszkolenia podoficerskiego. Ćwiczenia odbywały się w ogrodzie miejskim pod komendą profesora Kazimierza Pierackiego pseudonim Pierun"[20]. Taka nominacja podoficerska wydaje się logiczna: "Parciński" przyczynił się organizowania struktur organizacji poza Lublinem, był emisariuszem, przekazywał rozkazy. Z kolei w oficjalnym zeznaniu z 1937 roku dotyczącym służby w POW, wówczas już ksiądz Antoni, napisał, że podczas służby w konspiracji był szeregowcem[21]. Skoro ksiądz Antoni sam tak stwierdził nie ma podstaw by uważać inaczej, chociaż przedstawiane fakty i nieścisłości w nich zawarte zmuszają do stawiania pytań. Jeszcze więcej problemów i pytań nastręcza ustalenie konkretnej daty powstania POW w Modliborzycach, ponieważ różne są daty podawane przez konspiratorów. Na pewno nie można tu mówić, że początek działalności niepodległościowej wiązał się z jedną konkretną datą. Z kolei o działalności Polskiej Organizacji Wojskowej w osadzie Modliborzyce istniejącej już w początku 1915 roku wspomina Andrzej Krasowski ur. 22 listopada 1900 w Modliborzycach: "pierwszego stycznia 1915 roku wstąpiłem do Polskiej Organizacji Wojskowej w Modliborzycach i tamże zostałem zaprzysiężony"[22]. Ponadto jako komendanta miejscowego POW, na ręce, którego składał przysięgę, Krasowski podaje Edwarda Stachurskiego[23] (działającego w POW, jak sam przyznawał, od lipca 1916 roku). Zapewne najprościej byłoby uznać tę wzmiankę za pomyłkę. W końcu czternastoletni młodzian nie mógł przystąpić do organizacji, którą założono wiele miesięcy później. Ale w rozważaniach trzeba wziąć pod uwagę inne fakty. Otóż relację Krasowskiego potwierdził specjalnym zaświadczeniem major 7 pułku Ułanów Mazowieckich dr. Wacław Lipiński, który wydał zaświadczenie z upoważnienia gen. Stachiewicza[24], że dane są prawdziwe a wachmistrz 7 Pułku Ułanów zostaje odznaczony Krzyżem i Medalem Niepodległości. Dodajmy: chodzi tu o ludzi, którzy znali realia bo sami współtworzyli niepodległość Polski. Czy oznaczałoby to, że Modliborzyce były jednym z pierwszych ośrodków działalności POW na Lubelszczyźnie? Czy też, mimo wszystko, podaną przez Andrzeja Krasowskiego datę „1 stycznia 1915”, uznać za pomyłkę? Najbardziej sensownym i dającym się uzasadnić terminem oficjalnej działalności Polskiej Organizacji Wojskowej w Modliborzycach jest druga połowa 1917 roku. Chociaż najsprawiedliwszym będzie tu stwierdzenie: zależy kto i co uzna za początek pracy na rzecz niepodległości.
"Modliborzacy" w POW
Lubelska Komenda POW liczyła ogółem 8495 ochotników w tym 322 kobiety[25]. W skład komend POW na Lubelszczyźnie w ponad 50 procentach wchodzili chłopi, 20 % to mieszczanie, 15% robotnicy, 10% inteligenci oraz uczniowie szkół średnich i wyższych[26]. W przypadku Modliborzyc w organizacjach niepodległościowych przeważają ludzie młodzi, miejscowi rolnicy, którzy wcześniej mieli kontakt z organizacjami patriotyczno- oświatowymi, jakie działały w gminie i osadzie. Większość działaczy miejscowego Towarzystwa „Piechur” i POW było ludźmi urodzonymi w latach 1890-1900 (najstarszym działaczem niepodległościowym był prezes „Piechura” Andrzej Orłowski ur. 1873), jako uczniowie szkoły powszechnej, brali czynny udział w manifestacjach i strajkach na przełomie 1906- 1907 roku. Wielu było świadkami, albo współuczestniczyło przy zakładaniu w osadzie Ochotniczej Straży Pożarnej w 1913 roku. Byli czytelnikami książek i prasy w miejscowej bibliotece Polskiej Macierzy Szkolnej. Ponoć biblioteka w Modliborzycach była jedną z większych w powiecie janowskim[27], natomiast liczba wypożyczeń woluminów bibliotecznych była najwyższa w tym powiecie[28] . Kto wie? Może gdyby nie wieloletnia działalność patriotyczno- oświatowa wśród młodzieży to organizacje niepodległościowe tak w Modliborzycach jak też w wielu innych miejscowościach Lubelszczyzny, po prostu by nie powstały.
Zasadniczym pytaniem jest: ilu ludzi liczyła modliborzycka POW? Akurat ta kwestia, podobnie jak ustalenie dokładnej daty początku działalności pro niepodległościowej mieszkańców osady i gminy Modliborzyce, musi zostać bez odpowiedzi. Owszem, na podstawie relacji i danych zawartych w Centralnym Archiwum Wojskowym można znaleźć informacje o co najmniej kilkunastu zaprzysiężonych i "poświadczonych" działaczach pochodzących z Modliborzyc[29]. Ale wspomnieć należy o ludziach wywodzących się z tej miejscowości i należących do innych oddziałów POW na Lubelszczyźnie, oraz sympatyków i niezaprzysiężonych obywateli wspierających działania tej organizacji. Tych musiało być sporo, skoro sam Antoni Zieliński wspominał o "kilkusetosobowych demonstracjach patriotycznych w Modliborzycach".
Komendantem miejscowego oddziału POW był Edward Stachurski (pseudonim konspiracyjny Dox) ur. 14 kwietnia 1891 roku; swój wykonywany zawód określił jako rolnik, w chwili przystąpienia do POW Stachurski liczył 25 lat. Nominacja na komendanta lokalnego oddziału organizacji niepodległościowej nie była sprawą przypadku. Uczęszczał do rosyjskiej szkoły ludowej w Modliborzycach oraz na lekcje organizowane przez Polską Macierz Szkolną[30]. Młody Stachurski zaczął udzielać się jako działacz PPS na terenie powiatu janowskiego "z obawy przed aresztowaniem za działalność w PPS wyemigrowałem do Ameryki Północnej w 1908", a konkretnie do Chicago w USA. W czasie pobytu w Chicago Edward wstąpił do "polskiej organizacji Sokół". Według Stachurskiego była to dla niego prawdziwa szkoła patriotyzmu bo "brał czynny udział w pracach sokolników i interesował się żywo hasłami niepodległościowymi płynącymi z kraju". Jednak działalność polityczna nie była jedynym powodem emigracji Edwarda Stachurskiego, bo przede wszystkim wyjechał zarobkowo. Jak sam przyznawał "by móc zakupić ziemie i powiększyć gospodarstwo, na którym pracował". Powrócił zresztą z emigracji w 1914 roku. Jak zapisał w swoim życiorysie "zamieszkałem w rodzinnych Modliborzycach na ulicy Jagiellońskiej nr.4, za zarobione pieniądze dokupiłem ziemi ornej i gospodarowałem jako rolnik"[31]. Rolnik z małej osady a jednocześnie człowiek przedsiębiorczy. W tym czasie niewielu zdobyło się na ryzyko wyjazdu i zarobkowania w odległym kraju. Trudno się dziwić, że właśnie Edwarda Stachurskiego wybrano komendantem lokalnej POW. Równie ciekawą osobowością był Franciszek Chrzanowski pseudonim Skiba. Urodzony 3 grudnia 1896 roku w Modliborzycach. Napisał o sobie: „Uczęszczałem do szkoły ludowej w Modliborzycach i w roku 1909 szkołę tą ukończyłem. Od tego czasu pomagałem rodzicom w gospodarstwie rolnym”. Chrzanowski cieszył się w społeczności lokalnej uznaniem, był to jeden z bardziej cenionych i zamożniejszych gospodarzy. Po latach pana Franciszka wspominali miejscowi: „Franciszek (Chrzanowski) miał szacunek, był lubiany(…) nie było lepszego gospodarza i woźnicy, jak konie piękne zaprzągł to wiedzieli wszyscy kto i jak powozi”[32]. Nie przypadkowo powierzono mu ważną i wymagającą zaufania funkcję w miejscowym POW bo jak stwierdził: „zostałem w zarządzie tego oddziału skarbnikiem”.
Marcin Kucharski ur. 1 listopada 1899 w Modliborzycach. Pisał o sobie: „Ukończyłem w roku 1914 szkołę ludową rosyjską w Modliborzycach. Po ukończeniu szkoły pomagałem ojcu swemu, który prowadził zakład kuśnierski w Modliborzycach”[33]. Bodaj najmłodszym działaczem był Andrzej Krasowski pseudonim Lis, ur. 18 listopada 1900 w Modliborzycach. Już jako podoficer Wojska Polskiego napisał: „Ukończyłem 4 klasy gimnazjum w Lublinie”, był więc wówczas młodzieńcem wykształconym i chętnym do pracy w organizacji niepodległościowej. Karol Potocki ps. Zarucki, ur. 17.06.1901 roku określił się jako rolnik prowadzący gospodarstwo. Pisał o sobie: „ W POW pracowałem jako członek czynny udział we wszystkich zbiórkach i ćwiczeniach”[34]. Marek Ptaszek ur.9.02.1895 roku napisał o sobie krótko „rolnik z osady Modliborzyce od 1917 wstąpił do POW”[35]. Janacz Feliks ur.29.05. 1898 roku, rolnik z Lutego. Łata Franciszek, rolnik ze wsi Janówek. Michał Pietras, rolnik z Dąbia. Pawelec Bronisław, Orłowski Władysław rolnicy z Modliborzyc. Jak wspomniano Lubelska POW zrzeszała też kobiety. W przypadku Modliborzyc panie działały w Lidze Kobiet Pogotowia Wojennego zorganizowanej przez Marię Zwarycz; Bronisława ze Stachurskich Chrzanowska, Stachurska Bronisława, Dziadosz Balbina, Rupieć Antonina. W działalność niepodległościową włączyli się samorządowcy; Adam Tomiło, który pełnił funkcję wójta gminy Modliborzyce od 1915. W styczniu 1918 władze okupacyjne zwolniły go „ze stanowiska wójta gdyż był im nie dogodny, za branie udziału w manifestacjach urządzonych przez miejscowych peowiaków”[36]. Oczywiście to nie zamyka listy tych, którzy włączyli się w walkę o niepodległą Polskę bo do tej listy trzeba dodać rodziny działaczy, czy setki obywateli gminy, którzy wzięli udział w demonstracjach. W wielu przypadkach władze okupacyjne ukarały ich surowiej niż zaprzysiężonych członków POW. Wójt Tomiło wspominał: „zostałem skazany na 30 dni więzienia, byłem prześladowany, więziony przez okupantów”. Warto też odnotować grupę ludzi pochodzących z osady i gminy, którzy wyjechali ze swoich miejscowości przed 1914 rokiem lub w czasie wojennej zawieruchy znaleźli się daleko od rodzinnych. Weszli w skład innych komend POW, byli żołnierzami I Korpusu Dowbora- Muśnickiego, legionistami. Gdyby zliczyć choćby wymienionych powyżej działaczy POW, Piechura, Ligi Kobiet; to liczba kilkunastu czy kilkudziesięciu patriotów gotowych do poświęcenia w małej rolniczej gminie będzie i tak stosunkowo dużą grupą. Jednak bez poparcia lokalnej społeczności i aprobaty dla działań pro niepodległościowych działalność peowiaków nie byłaby możliwa, a może nawet nigdy by się nie zaczęła.
Działalność komendy POW w Modliborzycach
O działalności organizacji niepodległościowej w gminie Modliborzyce krótko wspomina Jan Pietras w swoich Pamiętnikach: „Początkowo ludność do nowych władz i zarządzeń odnosiła się obojętnie. Po niespełna roku zaczęła się konspiracja i budzenie świadomości narodowej”. Mieszkający w pobliskim Dąbiu Jan Pietras nie należał do POW ale trudno uznać by znany działacz i prezes OSP Modliborzyce był osobą słabo poinformowaną jeśli chodzi o współczesne mu wydarzenia. Z relacji Adama Tomiło -ówczesnego wójta gminy Modliborzyce wynika, że działalność patriotyczną i niepodległościową rozpoczęli miejscowi strażacy. Spotkania najczęściej odbywały się w skromnym budynku wykorzystywanym przez strażaków, co zapewne budziło mniej podejrzeń ze strony potencjalnych konfidentów oraz przebywających w osadzie żandarmów. Z kolei nie wszyscy strażacy, nawet jeśli o działalności patriotycznej wiedzieli, to jednak, może z racji wieku, nie byli zaprzysiężonymi członkami POW. Chociażby chorąży straży pożarnej i sołtys Modliborzyc Józef Wolski, w środowisku lokalnym człowiek zasłużony i szanowany. Zapewne działalność niepodległościowa zaczęła się od wspólnych rozmów, dążeń, wspominania niedawnych wydarzeń, związanych ze „strajkiem szkolnym”, rewolucją 1905 roku , czy też przywoływania opowieści ze stycznia 1863 roku. Prawda; jeśli nawet tak było to tylko rozmowy, a słowa nie stanowią wiele. Tylko tyle. Czy może aż tyle? Nie wolno zapominać, że stworzyło to podatny grunt do rozwinięcia szerszej działalności niepodległościowej. Z początkiem 1916 roku w ramach działacze Towarzystwa „Piechur” i członkowie Straży Ogniowej zaczęli organizować manifestacje patriotyczne „z okazji święta 3 maja” czy „bitwy pod Racławicami”, „unii polsko- litewskich”. W swoich życiorysach wspominają o nich właściwie wszyscy działacze zaznaczając, że odbywały się one „przeciw okupantom” lub „manifestujących wrogie stanowisko wobec władz okupacyjnych” z kolei Edward Stachurski twierdzi, że były to jedynie „manifestacje narodowe”. Naturalnie każdy manifestujący miał swoje poglądy czy przekonania i je manifestował, ale w 1916 a nawet w 1917 roku organizacje niepodległościowe Lubelszczyzny nie tylko nie podkreślały wrogości wobec austriackich władz okupacyjnych ale działały za ich przyzwoleniem. Jeśli manifestowano wrogość to wobec wcześniejszych okupantów- Moskali. Ponadto lubelski zarząd POW rozsyłał do komend powiatowych i gminnych gotowe scenariusze uroczystości patriotycznych, które akceptowały władze Generalnego Gubernatorstwa. Manifestacje zaczynały od mszy w kościele parafialnym, następnie wyruszano ulicami miast i wsi niosąc symbole religijne i „znamiona patriotyczne”, odśpiewano pieśni patriotyczne, religijne: „Boże coś Polskę”; nad przebiegiem manifestacji czuwali miejscowi strażacy czyli „działacze Straży Ogniowych”[37]. Dokładnie taki lub podobny przebieg miały demonstracje patriotyczne z okazji rocznicy powstania styczniowego, unii lubelskiej, bitwy pod Racławicami. Tyle, że taka pokojowa współpraca Polaków z władzami okupacyjnymi nie mogła trwać długo. Polityka ekonomiczna i międzynarodowa Państw Centralnych była dla narodu polskiego nie do przyjęcia; wówczas rzeczywiście zaczęto „manifestować wrogie stanowisko wobec władz okupacyjnych”, ale w tym czasie Polska Organizacja Wojskowa przygotowywała się do zbrojnego oporu przeciw okupantom.
Legendarna demonstracja; 18 lutego 1918
Jeśli chodzi o demonstracje wymierzone w austriackie władze Generalnego Gubernatorstwa to istotnie takowe miała miejsce ale po „kryzysie przysięgowym” z lipca 1917 roku, kiedy I i III Brygada odmówiły złożenia przysięgi wierności cesarzowi Niemiec. Natomiast na gruncie lokalnym najbardziej burzliwy przebieg miała „przygotowana przez oddział modliborskich peowiaków manifestacja przeciwko wydzielenia Chełmszczyzny”. Demonstracja, którą zorganizowano na terenie osady w poniedziałek 18 lutego 1918 roku; tak jak poprzednie odbyła się z rozkazu Lubelskiej Komendy POW; a trzeba dodać, że była to jedna z wielu demonstracji, strajków i wystąpień jakie tego dnia zorganizowano na ziemiach polskich. Chodziło o protest przeciw układowi podpisanemu w Brześciu 9 lutego 1918 roku, na mocy tego układu Austro- Węgry i Niemcy przyznawały Ukraińskiej Republice Ludowej ziemie Podlasia i Chełmszczyzny. Organizując manifestację peowiacy starali się zadbać o jak najliczniejszy udział lokalnej społeczności „aby tym spowodować większy pochód”. Przedsięwzięcie musiało być nagłośnione, więc wiedziała też o nim okupacyjna żandarmeria. Zapewne zaczęła się jak wiele wcześniejszych demonstracji w osadzie: zgromadzeni wyruszyli z placu kościelnego, wcześniej pobierając z kościoła chorągwie i symbole religijno- patriotyczne „chorągwie kościelne”. Trudno powiedzieć jak wielu zebrało się manifestantów, wszak wcześniejsze pochody przeprowadzano w dni świąteczne[38] a ów poniedziałek 18 lutego był dniem powszednim, większość ludności była zajęta codziennymi obowiązkami. Niemniej zgromadzenie mogło liczyć co najmniej od 50, może nawet do 100 osób. Zgromadzeni przeszli przez rynek kierując się na południe, zapewne śpiewając religijne pieśni. Zgromadzenie przebiegało bez zakłóceń do chwili gdy czołówka pochodu znalazła się przed budynkiem żandarmerii, wówczas „(przy) posterunku żandarmerii w Modliborzycach (żandarmi) usiłowali odebrać sztandar”, który niósł 17 letni Andrzej Krasowski. Inni żandarmi zaatakowali Kazimierę Świątek i Bronisławę Stachurską, które niosły „chorągiew kościelną”. Mundurowi nie używali broni palnej, a walka z demonstrantami chyba bardziej przypominała coś w rodzaju szarpania się, bo jak wspomina Andrzej Krasowski „z narażeniem własnego życia nie dopuściłem do odebrania sztandaru, zachęcając głosem i własnym przykładem do obrony sztandaru. Po tem zajściu byłem zmuszony się ukrywać”. Nastolatek okazał się silniejszy, a już na pewno sprytniejszy niż agresorzy. Nie gorzej w walce z umundurowanymi mężczyznami poczynały sobie panny Kazimiera i Bronisława „Stoczyliśmy czynny opór w obronie niesionej przez nas chorągwi kościelnej”. Żandarmów raczej „pokonano” (w sensie nie oddano im żadnej chorągwi), albo zniechęceni czy zmęczeni sami zrezygnowali, być może demonstracja przebiegała dalej zgodnie z założeniami. Opis zdarzenia może brzmieć wręcz jak anegdota, po latach tak to można odbierać. Oto w świecie trwa Wielka Wojna, giną miliony ludzi zaś w osadzie Modliborzyce doszło do przepychanki; ktoś został uderzony, przestraszony, w każdym razie nikt nie zginął, a kilku mundurowych próbowało przeszkodzić kilkakrotnie większej grupie ludzie w manifestacji. Gdzie tu znamiona walki zbrojnej czy rewolucji? Ale ten niedosyt sensacji jest uzasadniony tylko z pozycji czytelnika, który po ponad stu latach szuka w historii potwierdzenia „bohaterskich” czynów, bo tak naprawdę trzeba przyznać, że obydwie strony tego zdarzenia zachowały się mądrze i z rozwagą. Żandarmi, zapewne byli to Czesi z 4 kompanii, wydzielonej z 700 osobowego 508 batalionu ppłk. Viktora Perżiny mieli za zadanie zapobiec lub przeszkodzić demonstracji[39]. Zamanifestowali to, nie użyli broni palnej, wykonali rozkaz przełożonych. Przy czym zaznaczmy; owi stacjonujący w Modliborzycach Landsturmiści to nie byli żadni frontowi wojacy tylko powołani „ z cywila” panowie w wieku 39- 45 lat a często i starsi. Uzbrojeni w karabiny Wrendla i Lorentza (wówczas bardziej niż przestarzałe np. Lorentz był ładowany od przodu), a 18 lutego mogło ich być co najwyżej 10, bo dopiero we wrześniu 1918 roku lubelski gubernator Anton Lipośćak nakazał uzupełnić posterunki żandarmerii w terenie poprzez przydzielenie do nich Ladsturmistów, tak aby każdy liczył co najmniej 10 ludzi[40]. Demonstracje w Modliborzycach i innych miejscowościach na trasie z Janowa do Kraśnika Austriacy mogli łatwo spacyfikować, zastraszyć. Gdyby żandarmi rzeczywiście czuli się zagrożeni mogli wcześniej wezwać posiłki, a te były całkiem blisko. W Kraśniku stacjonował szwadron zapasowy 4 pułku dragonów, kompania zapasowa 18 baonu strzelców polowych[41], czyli około 1200- 1300 ludzi, chociaż stany etatowe bywały wtedy mocno niekompletne to jednak kraśnicki garnizon był liczny. Nie wezwano posiłków, nie chciano rozlewu krwi.
Rozważnie postąpili też miejscowi peowiacy: mieli świadomość, że po wszystkim uczestnicy zajścia i tak będą ukarani. Młodzi ludzie, którzy tworzyli miejscową komendę, uniesieni romantyczną wizją, w afekcie łatwo mogli podjąć decyzję by pobić lub nawet uśmiercić przeciwników. Broń palna, najczęściej znaleziona po wielkich bitwach 1914 i 1915 była w posiadaniu wielu miejscowych. Po wszystkim nie byłoby już odwrotu; winni śmierci lub dotkliwego pobicia Landsturmistów musieliby zbiec z osady, ukrywać się, zacząć wojną partyzancką tak jak insurgenci powstania styczniowego, to naprawdę mógł być realny ale katastrofalny scenariusz zdarzeń. Nic takiego, na szczęście, się nie wydarzyło. Miejscowi też wykazali się umiarem, rozwagą i postępowali wedle rozkazów centrali POW.
Po fali demonstracji władze okupacyjne przystąpiły do karania winnych za zorganizowanie manifestacji oraz bardziej aktywnych jej uczestników. Austriacy nie mieli żadnych problemów by ustalić kto i w jakim stopniu naraził się władzom okupacyjnym, wygląda na to, że w okolicy jednak nie brakowało szpiegów, którzy podali władzom dokładne personalia miejscowych peowiaków i demonstrantów. Podsądni z Modliborzyc i okolicznych wsi ani myśleli ukrywać się (na to mógł sobie pozwolić jedynie młody Krasowski), mieli gospodarstwa, nie mogli ich opuścić, musieli utrzymywać siebie i swoich bliskich. Sąd w pobliskim Janowie też raczej nie spieszył się z przeprowadzeniem rozpraw, gdyż wyroki zapadły dopiero wczesnym latem 1918 roku. Uzasadnieniem kary był udział w nielegalnej organizacji i opór stawiany władzy.
Edward Stachurski został ukarany 30 dniowym aresztem, wójt gminy Adam Tomiło też otrzymał 30 dni aresztu i złożono go z urzędu, Bronisława Stachurska otrzymała karę 40 dni aresztu, Karol Potocki ukarany 40 dniami aresztu. Franciszek Chrzanowski został ukarany 30 dniami aresztu, ale też uczciwie przyznał, że osadzeni mieli skrócone kary; rolnikom (z Modliborzyc, Zakrzówka) odroczono kary ze względu na czas żniw. Jedynym, który uniknął więzienia był nastoletni Andrzej Krasowski: „ścigany przez żandarmów austriackich. Zaocznym wyrokiem za powyższy opór władzy został skazany na miesiąc więzienia”. Przed zwolnieniem z aresztu żandarmi „w zamian” za skrócenie kary pobili zwalnianych peowiaków, a rodziny ukaranych musiały zapłacić wyższy kontyngent. Z naszego punktu widzenia wyroki dla patriotów z Modliborzyc były surowe, niewspółmierne do winy. Tymczasem kary mogły być dużo surowsze, nie we wszystkich miejscowościach regionu obydwie strony potrafiły zachować rozsądek. W wielu przypadkach nie tylko aresztowano organizatorów i najbardziej aktywnych uczestników protestów, ale część z nich osadzono w specjalnym obozie w Dęblinie, w którym internowano także osoby podejrzane politycznie. W miastach i osadach, w których wystąpienia miały najbardziej burzliwy charakter, rozkwaterowano oddziały wojskowe, a kosztami ich utrzymania obciążono gminy. Zresztą kary wymierzano za dużo mniejsze przewinienia; austriackie władze okupacyjne karały grzywną i aresztem nawet za wypowiedzi w stylu: „austriackie gadanie”, czy mało eleganckie określenie w stylu „austriackie dziady”. Trudno więc powiedzieć jak ocenić te wyroki w świetle wydarzeń tamtego czasu. Ale przyczyna odroczeń kary demonstrantom nie wynikała z prac polowych, w każdym razie nie tylko z tego powodu. Miejscowy Landsturm i służba więzienna latem 1918 miały poważniejszy problem. Oto 6-7 lipca przebywający w Kraśniku żołnierze 30 pułku piechoty wykazali się niesubordynacją, odmówili wyjazdu na front włoski. Sytuację opanował 25 pułk Madziarów (płk. Ladislaus Horvath) wielu żołnierzy aresztowano, zapadły też wyroki śmierci[42]. Tymczasem społeczność rolniczej gminy Modliborzyce potrafiła zamanifestować swój sprzeciw wobec okupantów, ale zrobiono to mądrze: nikt nie został zabity, poniesione kary były stosunkowo mniej dotkliwe. Po latach cała ta opowieść o lutowej manifestacji w osadzie nie robi już wrażenia, może nawet z punktu widzenia czytelnika jest za mało drastyczna, za mało sensacyjna i faktycznie bardziej przypomina anegdotę. Niemniej z punktu widzenia ówczesnego zarządu Polskiej Organizacji Wojskowej Modliborzacy rozegrali to naprawdę dobrze, nie duży miejscowy oddział ochotników za kilka miesięcy będzie gotowy do wykonania kolejnych zadań, wykona je wzorowo i bez ponoszenia strat.
Wielkie przedstawienie w małej osadzie.
O sztuce teatralnej jaką przygotowali i wystawili w Modliborzycach miejscowi peowiacy jesienią 1917 roku Antoni Zieliński napisał w swoim życiorysie krótko: „W Modliborzycach urządziłem przedstawienie Kościuszko w Petersburgu na rzecz i potrzeby P.O.W.”. Gdy w 1935 roku Zieliński pisał te słowa był już zacnym proboszczem w Brzeźnicy Książęcej i wymienił to działanie wśród wielu swoich osiągnięć, ale jesienią 1917 roku było to dla mieszkańców osady i gminy naprawdę doniosłe wydarzenie. Spektakl był formą wspomnienia setnej rocznicy śmierci Tadeusza Kościuszki i właściwie wszystkie komendy POW działające w województwie lubelskim zorganizowały podobne przedstawienia; zatytułowano je różnie: Kościuszko pod Racławicami, Kościuszko w Rosji, Kościuszko w Petersburgu. W Lublinie 15 października 1917 roku odbyły się uroczystości upamiętniające insurekcję kościuszkowską, odsłoniono tablicę pamiątkową[43] a na deskach lubelskich teatrów odgrywano sztukę Adama Staszczyka: Kościuszko w Rosji oraz fragmenty dramatu Kościuszko Mieczysława Smolarskiego[44]. Zapewne gotowy scenariusz, który był wzorowany na tych spektaklach i polecenie z komendy głównej by przygotować i wystawić taką sztukę, przywiózł z Lublina Antoni Zieliński, stąd jego stwierdzenie o sprawczości w realizacji spektaklu.
W Modliborzycach, wciąż jeszcze dźwigających się ze zniszczeń bo „częściowo spalonych po odwrocie Rosjan”, gdy w okolicy wielu umierało z powodu epidemii, gdy ludzie przeżywali niedostatek i strach, to naprawdę musiało być wspaniałe, długo pamiętane wydarzenie, które pozwalało na chwilę zapomnieć o rzeczywistości. W początkach lat osiemdziesiątych XX wieku wspominał o nim Jan Pietras w swoich Pamiętnikach. „Przedstawienie Kościuszko w Petersburgu było ważnym w okresie budzenia świadomości wśród ogółu społeczeństwa. Grono aktorów rekrutowało się z lokalnej młodzieży: Maria Stec, Bronisława Stachurska, Edward Stachurski, Antoni Zieliński. Na spektakl przybyli widzowie z Chodla i Biłgoraja”. Być może obecność widzów z oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów miejscowości wiązała się z koniecznością zebrania emisariuszy Polskiej Organizacji Wojskowej, może było to pretekstem do odbycia odprawy, niemniej frekwencja wśród widzów i tak musiała być wysoka. Wstęp nie był darmowy a zdaniem Jana Pietrasa „zebrane z przedstawienia pieniądze przeznaczono na potrzeby Straży Pożarnej bo oprócz szkół, jednostki strażackie były instytucjami jednoczącymi lokalne społeczności, niosły pomoc, wsparcie w wypadku zagrożenia”. Trudno dziś orzec czy zebrane pieniądze zasiliły „potrzeby POW” czy „Straży Pożarnej”, a może dwie formalnie osobne instytucje tak naprawdę stanowiły jedno. Pewnym jest, że mimo dużej frekwencji „bilety wstępu” nie mogły być drogie, społeczność nie była zamożna więc i zysk raczej nie był duży. W okolicznych miasteczkach podobne przedstawienia były finansowane z dobrowolnych datków[45]. W każdym razie spektakl został na długo zapamiętany i spełnił rolę „budzenia świadomości w społeczeństwie”, w dłuższej perspektywie okazało się to nie mniej ważne niż zbrojna walka z okupantem.
Przygotowanie paramilitarne peowiaków z gminy Modliborzyce.
W Polskiej Organizacji Wojskowej i Towarzystwie „Piechur” kładziono nacisk na kwestie patriotyczne, ale nie zapominajmy, że były to organizacje o charakterze paramilitarnym. Kierownictwo POW zakładało potrzebę posiadania, w tworzącej się państwowości polskiej, przygotowanych kadr do objęcia funkcji milicyjnych, ochrony kolei, dróg, infrastruktury, w końcu kadr wojskowych. Wszyscy ci ludzie musieli być oddani sprawie narodowej, ale też musieli posiadać przeszkolenie wojskowe. Temu przygotowaniu miały służyć zbiórki i ćwiczenia pod okiem instruktorów, nauka strzelania, obchodzenia się z bronią palną, musztra, manewry. O uczestniczeniu w organizowanych zbiórkach i ćwiczeniach wspominają właściwie wszyscy zaprzysiężeni lokalnej komendy: „Jako przysięgły członek tej organizacji brałem czynny udział w ćwiczeniach z bronią”, „Przez cały czas należenia do wymienionych organizacji brałem czynny udział we wszystkich pracach organizacyjnych j.t. obchodach, manifestacjach, zbiórkach, ćwiczeniach wojskowych”. Antoni Zieliński pisał o celach i zadaniach jakie wykonywał na „peowiackich” zbiórkach: „Wyjeżdżałem na manewry do Potoka Wielkiego pow. Janów Lub., na odprawę komendantów, oraz przeprowadzałem ćwiczenia”. Wiadomo, że Zieliński prowadził instruktaże jak składać raport i jak wykorzystywać teren do potrzeb operacji militarnej. Natomiast na manewrach na pewno uczono peowiaków jak przygotować pozycje strzeleckie, prowadzić atak tyralierą; tego typu umiejętności były wówczas podstawą szkolenia każdej armii. Manewry poza Potokiem organizowano też w Zielonce niedaleko Zaklikowa, czy w okolicach Modliborzyc, o czym wspominał komendant Stachurski. W Zielonce odbywano ćwiczenia strzeleckie pod kierunkiem starszego szeregowego Walentego Szydłowskiego. W działalności oddziału POW w Modliborzycach, od wiosny 1918 roku miały miejsce ważne wydarzenia, o których wspomniał komendant Dox: „Za czas służby peowiackiej przebywali u mnie ob: Poniatowski Juliusz, który otrzymał większą ilość gotówki na organizację, Wolfram Jaroszyński, Ordon- Ryński (Reński)”. Otóż Juliusz Poniatowski był jednym z bliższych współpracowników Piłsudskiego, w 1914 rozpoczął służbę w 5 pułku piechoty I Brygady Legionów Polskich. W II Rzeczpospolitej był posłem na sejm i ministrem rolnictwa[46]. Natomiast wspomniany przez Stachurskiego porucznik Legionów Jan Jaroszyński ps. Wolfram już w początkach 1918 został mianowany komendantem modliborskiego oddziału POW. To właśnie komendant Jaroszyński, zgodnie z rozkazem centrali, zorganizował manifestację 18 lutego. Prowadził szkolenia strzeleckie, musztrę, wraz z Edwardem Stachurskim zorganizowali „peowiackie manewry” w gminie Modliborzyce. Kolejnym (przed listopadem 1918) instruktorem i komendantem był starszy szeregowy z 2 pułku piechoty Legionów Polskich; Robert Reński ps. Ordon. Zarząd Polskiej Organizacji Wojskowej wysyłał do przeprowadzenia szkoleń doświadczonych i odznaczonych frontowców, dbając o wyszkolenie, sprawność bojową żołnierzy- ochotników z niewielkiej osady i gminy. To może nawet dziwić; komenda z Modliborzyc jako żywo nie wyróżniała się liczebnością, w porównania z oddziałem z Urzędowa liczącym 120 ludzi; 80 czynnych bojowników i 40 rezerwistów, była dużo słabsza i nieliczna. Zresztą tworzenie zbyt dużego oddziału na terenie tej gminy i osady nie miało większego sensu; sztab POW największy nacisk kładł na przejęcie i kontrolowanie linii kolejowych, ramp przeładunkowych, infrastruktury. Organizowanie dużej liczby ochotników, w tej części powiatu janowskiego nie byłoby uzasadnione. W samych Modliborzycach przeciwnikiem konspiratorów było owych 10 czeskich Landsturmistów, którzy (jak pokazał czas) nie zamierzali stawiać oporu. Jak więc wytłumaczyć tak dużą dbałość komendy POW o wyszkolenie, małych komend? Nie zapominajmy, że wymagało to środków i wiązało się ze znacznym ryzykiem. W małej miejscowości ludzie z zewnątrz mogli być łatwo rozpoznani, a to mogło się skończyć denuncjacją do władz, aresztowaniem i przesłuchaniami delegowanych instruktorów. W samych Modliborzycach w czasie I wojny światowej zamieszkiwało niespełna 2 tysiące osób. Dokładniej to w 1921 roku na 1913 mieszkańców osady, 957 (50%) było Żydami[47]. Chociażby ze względu na przytoczone dane statystyczne społeczność żydowską w Modliborzycach bardzo trudno określić mianem mniejszości. Z kolei Żydzi skłonni byli do przejawiania sympatii proaustriackich, czy też proniemieckich, co wówczas nie dziwiło, zważywszy na postępowanie żołnierzy rosyjskich wobec ludności wyznania mojżeszowego. Ot chociażby w Kraśniku, wkraczających wojaków ck miejscowi chasydzi witali chlebem i solą. Czy wobec tego peowiacy z Modliborzyc, tak jak patrioci z roku 1831 i 1863, byli narażeni na denuncjacje ze strony sąsiadów wyznania mojżeszowego? Być może; bo takie przypadki znane są z innych miast Lubelszczyzny. Chociaż w tym przypadku nic takiego nie miało miejsca to jednak ryzyko aresztowania doświadczonego instruktora było realne. Z drugiej strony dbałość o wyszkolenie nawet niewielkiej grupy lokalnych ochotników –patriotów miało swoje uzasadnienie W przededniu 11 listopada Polska Siła Zbrojna liczyła 9610 żołnierzy, w tym: 354 oficerów, 128 podchorążych, 1085 podoficerów i 8043 szeregowych[48]. To liczba za mała, jeśli zważyć konieczność opanowania przez polskie siły choćby tylko okupowanych terytoriów byłej Kongresówki. Nadzieją na zmianę układu sił byli dobrze wyszkoleni, zmotywowani, dość liczni, patrioci z Polskiej Organizacji Wojskowej i rzeczywiście w listopadzie 1918 to peowiacy rozbrajali przeciwników, przejmowali ważne punkty infrastruktury. Bez zmotywowanych ochotników, ich wyszkolenia, przygotowania do zadań, nie osiągnięto by zamierzonych celów.
Austriackie władze okupacyjne jeszcze w 1918 roku wcale nie okazywały chęci ustępowania z okupowanych terenów Lubelszczyzny. W końcu marca z 508 batalionu Landsturmu; 2 i 3 kompanię przesunięto do Janowa Lubelskiego, a stacjonującą w tym mieście 4 kompanię wysłano do Zaklikowa[49]. Gubernator Lipośćak obawiał się powstania czy jakiejś szerszej rewolty na podległym mu terenie, bo poważnie wzmocnił okupacyjne siły wojskowe ściągając posiłki z pobliskiej 4 armii, a nawet frontową 106 dywizję piechoty z frontu włoskiego[50]. Jednocześnie decyzją tego gubernatora liczny garnizon z Kraśnika wysłano do Lublina. Za tymi postanowieniami poszły restrykcje wobec Polaków: rozwiązano Krajową Radę Gospodarczą i przywrócono dawny (rekwizycyjny) wojskowy sposób ściągania żywności. Zdelegalizowano Wydział Narodowy Lubelski oraz Towarzystwo „Piechur”. Wszystko to bardziej wskazywało na zbliżającą się walkę zbrojną niż na rozpad monarchii Austro- Wegierskiej.
Sytuacja była trudna także w innym wymiarze, najrzadziej poruszanym i najsłabiej opisanym w historiografii regionalnej, ale też ogólnopolskiej. Oto działania wojenne, rekwizycje i nieurodzaj doprowadziły lokalne społeczności do skrajnej nędzy, głód, epidemie i bandytyzm były na porządku dziennym. Jak stwierdzono powyżej zdobycie broni palnej nie nastręczało problemów. Władze okupacyjne wydały zarządzenia grożąc surowymi karami dla przestępców i osób je wspomagających, chyba nie wiele to pomogło, gdyż wójtom gmin nakazano powołać obywatelską straż nocną. Historia znowu się powtórzyła: dokładnie takie samo zarządzenie wydały władze carskie w październiku 1866 roku. Sytuacja była napięta; latem 1918 roku można było oczekiwać każdego scenariusza rozwoju wypadków.
Oprócz przygotowania do konfrontacji zbrojnej zaprzysiężeni ochotnicy mieli wyznaczone zadania bieżące. Niektórzy peowiacy otrzymali łatwe zadania: Wiktor Tomiło wspominał: „jako sąsiad z posterunkiem żandarmerii okupacyjnej śledziłem każde ich ruchy”. Zadanie na pewno było łatwe, gdyż trudno zakładać by kilku podstarzałych Landsturmistów wykonywało jakieś szczególnie groźne i niebezpieczne ruchy, poza tym w małej osadzie wszyscy mieszkańcy i tak wiedzieli czym zajmują się w danej ich sąsiedzi a już na pewno wiedziano co porabiają Landsturmiści stacjonujący w umiejscowionym w rynku, drewnianym budynku.
Niemniej wykonywano też rozkazy dużo bardziej ryzykowne. Przez Modliborzyce przebiegał ważny trakt drogowy, z którego korzystali wojskowi jaki i ludność cywilna. Owszem, ówczesne „piaszczyste drogi” miały dużo mniejsze znaczenie niż linie kolejowe, ale były jedynym połączeniem choćby z Janowem Lubelskim, ważnym miastem powiatowym. „Zaprzysiężonym Modliborzakom” często powierzano zadania kurierskie. Antoni Zieliński pisał o powierzonych mu zadaniach: „Wysyłany byłem z Lublina jako kurier z bardzo ważnymi dokumentami i pilnymi papierami z narażeniem własnego życia i honoru POW do Skarżyska i Kielc (…)udało mi się oddać dokumenty obywatelowi Janowi Herfurtowi, obecnemu majorowi Wojska Polskiego.” Cenionym emisariuszem był też nastoletni Andrzej Krasowski: „Do 1918 roku brałem czynny udział w wyżej wspomnianej organizacji (POW) jako łącznik ważnych zleceń to jest przenoszenia meldunków i rozkazów do drużyn POW w Kraśniku, Urzędowie, Zielonce i Potoku”. Funkcje kuriera pełnił też Marcin Kucharski. Zadania łączników i kurierów poruszających się między miejscowościami, wcale nie należały do łatwych. Zieliński przewożąc rozkazy i dokumenty z Lublina do Kielc wspominał, że był narażony na wiele „przeszkód ze strony żandarmerii austriackiej ". Żandarmeria austriacka w Generalnej Guberni doskonale orientowała się w działalności polskich organizacji niepodległościowych; zapewne nigdzie nie brakowało konfidentów, a chyląca się ku upadkowi monarchia Austro- Węgierska była wyjątkowo opresyjna w poszukiwaniu prawdziwych lub wymyślonych szpiegów i dywersantów. W małych miastach czy osadach Lubelszczyzny nie znany nikomu z mieszkańców kurier lub przysłany instruktor był łatwo zdemaskowany. Po gruntowych drogach łącznicy przemieszczali się pieszo, w określonych porach roku, ale i to było ryzykowne bo jak wspomniano w miejscowościach liczących do kilkuset do kilku tysięcy mieszkańców przybysz nie tylko był zauważony, ale budził zainteresowanie miejscowych. Kurierzy; tacy jak nastoletni Andrzej Krasowski musieli wykazywać się sprytem, znajomością zwyczajów danej miejscowości a w końcu własną inwencję i aktorstwem „jarmarki, dni świąteczne, określone pory czy roku bywały szansą dla posłańca wykonującego zadanie”. Wreszcie problem, który dziś zupełnie nie jest zauważany. Dla grupy młodych mężczyzn- rolników udział w ćwiczeniach, manewrach był uciążliwy. Wyzwaniem był czas jaki musieli poświęcić, zaniedbując prace w gospodarstwach. Dla tych ludzi był to realny problem; stąd częste wzmianki i podkreślenia we wspomnieniach peowiaków: „uczestniczyłem we wszystkich zbiórkach i ćwiczeniach”, „Przez cały czas należenia do wymienionych organizacji brałem czynny udział we wszystkich pracach organizacyjnych j.t. obchodach, manifestacjach, zbiórkach, ćwiczeniach wojskowych”. Zapewne rodziny i otoczenie zaprzysiężonych ochotników często nie patrzyło z pełną wyrozumiałością na ich poświęcenie się sprawie narodowej kosztem… prac polowych.
Listopad 1918
Z perspektywy czasu wszystko wydaje się oczywiste: monarchia Austro- Węgier upadała, więc posterunki żandarmerii i obsadzający ich Landsturmiści i tak chcieli a nawet musieli się poddać. Jest to tylko pół prawdy bo jeszcze latem i we wrześniu 1918 roku nikt nie mógł być pewien takiego scenariusza. Posterunek żandarmerii w Modliborzycach miejscowi peowiacy zajęli na przełomie października i listopada 1918 roku. W akcji rozbrajania Landsturmistów z tej placówki mogło brać udział co najwyżej kilkunastu ochotników, nawet przy założeniu, że wszyscy mieli broń palną (co jest wysoce wątpliwe) to pokonanie i rozbrojenie przeciwników nie byłoby rzeczą łatwą. Na logikę; żandarmi musieli wiedzieć i widzieć co dzieje się w osadzie w październiku 1918 roku, nie mogli być zaskoczeni. Gdyby byli zaatakowani i zaskoczeni to przebywający w budynku ludzie mogli długo i skutecznie razić napastników, zapewne wielu atakujących poniosłoby śmierć, ale nic takiego nie miało miejsca. Co więc działo się w Modliborzycach i okolicznych miejscowościach?
Weterani po latach wspominali to w dość lakonicznym stylu: „W końcu października 1918 r. brałem udział przy rozbrojeniu okupantów w Modliborzycach”. Jeszcze inni uczestnicy zdarzeń przedstawiali je w bardziej romantyczno-dramatycznej formie: „rzuciliśmy się z gołymi rękami na posterunek austriacki zabierając im broń”. Mało tego waleczni Modliborzacy kolejno rzucali się do „rozbrojenia posterunków żandarmerii austriackiej w Modliborzycach, Potoku, Polichnie i na stacji kolejowej Szastarka”. Po pokonaniu punktów oporu peowiacy nie spoczęli: „Później brałem czynny udział przy rozbrajaniu Austriaków po okolicznych drogach”. Niewątpliwie ochotnicy z osady i gminy Modliborzyce byli „szybcy i… świetni” ale samo „rzucanie się” nie wyjaśnia jak doszło do odebrania broni palnej co najmniej dziesięciu Landsturmistom stacjonującym w Modliborzycach, co najmniej tyluż znajdowało się w każdym okolicznym posterunku. Zważyć trzeba, że otoczeni żołnierze wcale nie musieli chcieć się poddać, a mogli drogo sprzedać własne życie. Były podstawy by obawiać się takiego rozwoju wypadków: miejscowi żandarmi nie wiedzieli jak zareagują ich przełożeni a mieli powody do obaw, wszak w upadającej monarchii ck w ostatnich miesiącach jej istnienia wydano więcej wyroków śmierci niż w upadającym imperium carów czy kajzerowskich Niemczech. Nie musieli też ufać ludziom, którzy żądali od nich bezwarunkowej kapitulacji. Przypomnijmy; pół wieku wcześniej partie powstańcze atakowały rosyjskie posterunki wojskowe i skończyło się to tragicznie a liczba zabitych po stronie polskiej była duża. W 1918 roku było zupełnie inaczej; „romantyczną wizję walki” zastąpił rozsądek. Na wiele dni przed akcją wszystko zostało z miejscowymi żandarmami uzgodnione, ustalone a nawet, jeśli była konieczność… „suto opite alkoholem”. W samym Janowie Lubelskim- ważnym mieście powiatowym, rozmowy między przedstawicielami POW a austriackimi mundurowymi trwały dłuższy czas. Obydwie strony argumentowały, tłumaczyły swoje stanowisko, wzajemnie straszyły się konsekwencjami, ale chciały się porozumieć i potrafiły się porozumieć, a ostatecznie dogadały się. Innymi słowy akcję starannie przygotowano „logistycznie”; umieranie było zbyteczne; Landsturmiści z posterunków w Wierzchowiskach, Modliborzycach ale też wielu innych miejscowościach powiatu janowskiego po prostu oddali broń, zostali odwiezieni do stacji kolejowych. Być może będzie to mocno uproszczone podsumowanie wydarzeń, ale w przypadku działań oddziałów POW z Janowa, Modliborzyc, Potoka „chłopski zdrowy rozsądek zastąpił bohaterskie szlacheckie uniesienie”. To oczywiste bo wszystkie garnizony austriackie i tak poddawały się peowiakom? Skądże, wcale tak być nie musiało i nie wszędzie na Lubelszczyźnie tak było. W Międzyrzecu Podlaskim huzarzy z 1 pułku (Totenkopfhusaren) zmasakrowali 44 peowiaków i cywilów, którzy chcieli ich rozbroić. Zwróćmy uwagę jak liczny musiał być Międzyrzecki oddział POW. W Kraśniku 3 listopada uzbrojeni ochotnicy próbowali rozbroić nie licznych stacjonujących tam ułanów z 4 pułku ck i skończyło się to zupełnym fiaskiem. Dopiero wsparcie oddziału z Urzędowa „przekonało” kawalerzystów o konieczności poddania się, niewiele brakowało by peowiacy z Kraśnika podzielili tragiczny los ochotników z Międzyrzeca Podlaskiego. Owszem, nie każdy dowódca austriacki chciał się poddać i nie każdy garnizon nie chciał walczyć. Ale w każdym przypadku alternatywą nie było rzucanie się na przeciwnika na uzbrojonego przeciwnika z „gołymi rękami”. Peowiacy mieli prawo tak wspominać po latach, ale nie można było tego czynić jesienią 1918 roku. Szkoda, że w tych tragicznych sytuacjach nie brano przykładu z prostych rolników, chociażby z Modliborzyc, Wierzchowisk, Polichny, Szastarki, Potoka… przecież pokazali, że potrafią odnieść sukces minimalizując straty.
W początku listopada 1918 roku ówczesny duży powiat janowski był wyzwolony spod władzy Austriaków. Powstanie niepodległego państwa polskiego po ponad 120 latach zaborów oficjalnie ogłoszono 11 listopada, ale niepodległość należało jeszcze obronić a funkcjonowanie państwa zorganizować i to było podstawowe zadanie dla przeszkolonych peowiaków. Byli to ludzie przygotowani, lojalni, władze tworzącej się państwowości polskiej mogły na nich polegać toteż przydzielano im szczególne zadania. Franciszek Chrzanowski pełnił służbę w 2 pułku wojsk kolejowych. Andrzej Krasowski został przydzielony do służby więziennej w Janowie Lubelskim. Marek Ptaszek, Karol Potocki, Stanisław Kozak zostali przydzieleni do Żandarmerii Wojskowej. Większość peowiaków z Modliborzyc brała udział w wojnie polsko- bolszewickiej. Kiedy w 1921 roku kończyli służbę, w większości wrócili do swoich wsi w gminie Modliborzyce, pracowali w swoich gospodarstwach, założyli rodziny. Żyli zwyczajnie i skromnie a byli współtwórcami jednego z większych zwycięstw w nowożytnej historii Polski.
Zakończenie
W II Rzeczpospolitej miejscowi weterani z oddziału Polskiej Organizacji Wojskowej w większości pozostali na terenie gminy Modliborzyce. Wrócili do swoich zajęć; w większości byli to rolnicy gospodarujący w swoich nie wielkich gospodarstwach czy rzemieślnicy wykonujący zawód w niewielkich warsztatach. Niektórzy mieli własne poglądy polityczne i eksponowali je dość radykalnie, dopuszczając się „profanacji pomnika Marszałka Piłsudskiego w Modliborzycach w dniu 11. XI.1934 przez oblanie tegoż pomnika…”, inni też miewali konflikty z prawem czy problemy finansowe. Proza życia w wolnym, własnym kraju.
We wrześniu 1939 roku widzieli jak ginie świat i państwo polskie, które wywalczyli. Wielu dożyło sędziwego wieku, zapewne często wspominali swoją przeszłość, stąd aż dziw, że temat działalności komendy POW w Modliborzycach jest mało eksponowany, a dla wielu niemal nie znany. Być może zwyczajni, pragmatyczni obywatele, którzy nie zginęli na polach bitewnych i odnieśli sukces, gorzej zapisują się w pamięci i gorzej pasują do synonimu bohatera. A być może, gdyby nie dramat, zniszczenia związane z II wojną światową i zmiany polityczne, które potwierdziły powiedzenie, że „Zwycięzcy piszą historię na nowo” o lokalnym POW dziś wiedzielibyśmy znacznie więcej i znacznie szybciej powstały o prace opisujące dzieje małych gminnych komend. Obecnie, mając do dyspozycji „garść” dokumentów, życiorysów trochę wspomnień i zdjęć w wielu miejscach zdani jesteśmy na interpretacje i domysły, chociaż perspektywa czasu ma też i dobre strony, bo podobno „O historii i wojnie najmniej wiedzą ci co ją tworzą i w niej uczestniczą” ponadto „z perspektywy czasu wszystko staje się bardziej jasne i lepiej to oceniać” .
Na wspomnianej na wstępie tablicy pamiątkowej społeczność parafii Modliborzyce oddała hołd bliskim, którzy zginęli na polach bitewnych I wojny światowej. Ta tablica (obecna zastąpiła wcześniejszą, zniszczoną przez czas) jest tez ważnym symbolem zamknięcia pewnej epoki w historii regionu. Oto wraz z powstaniem państwa polskiego w 1918 roku w miasteczkach i wsiach powiatu janowskiego powstało szeroko rozumiane społeczeństwo obywatelskie, które swoimi działaniami zaczęło wpływać na losy regionu i kraju.
Marek Mazur
[1] Archiwum Państwowe Lublin (APL), KWL 1329, Feliks Doliński właściciel miasteczka Modliborzyce do Komisji Wojewódzkiej Lubelskiej, 15 listopada 1831
[2] Za udział w powstaniu przeciw władzy rosyjskiej surowo ukarano dwóch miejscowych arystokratów: Solmana i Gorzkowskiego. Pozostali ochotnicy ( ci znani z imienia i nazwiska) pochodzili z Modliborzyc i okolicznych miejscowości.
[3] APL, KGL, sygn. 1867/lt, k. 5, raport majora Emcowa do Michała Andrejewicza z 10 czerwca 1867 r
[4] A. Chwalba, W. Harpula, Cham i pan. A nam, prostym, zewsząd nędza?, Wydawnictwo Literackie 2022, s.24.
[5] WAPL, KGL, 43 st. 11 II/1907
[6] W. Brzozowski, początki POW (1.VIII 22.X.1914 roku), Niepodległość, 1937, t.16, s. 477.
[7] Centralne Archiwum Wojskowe (CAW) A. Gajl Dokładny życiorys ,vol 1378
[8] T. Nałęcz, Polska Organizacja Wojskowa 1914-1918, Warszawa 1984.
[9] W. Szymanek, Z dziejów powiatu janowskiego i kraśnickiego w latach 1474-1975, Wyd. „Clio”, 2003, s.53.
[10] CAW, E. Stachurski, Odrzuc. 02.03.1936
[11] Z informacji zawartych w życiorysach modliborzyckich peowiaków podano kilka różnych dat założenia miejscowej siatki POW. Zieliński twierdzi, że miało to miejsce w 1917roku.
[12] CAW, E. Stachurski…
[13] CAW, M. Kucharski, Odrzuc. 25.10.1937
[14] CAW, K. Potocki, Medal Niepodległości 21.04.1937
[15] Tamże
[16] CAW, M. Ptaszek, Medal Niepodległości 20.10.1936
[17] CAW, W. Tomiło, Odrzuc. 04.04.1938
[18] CAW, A. Zieliński, Odrzuc.12.12.1936
[19] Tamże,
[22] CAW, A, Krasowski, Medal Niepodległości 29.12.1933
[23] Tamże,
[24] CAW, Zaświadczenie z 16 października 1929 roku, vol 202
[25] T. Nałęcz, Polska Organizacja Wojskowa 1914-1918, Warszawa 1984.
[26] Tamże
[27] J. Plis Biblioteki Polskiej Macierzy Szkolnej w Guberni Lubelskiej (1905- 1907) s.72
[28] I-sze Sprawozdanie Polskiej Macierzy Szkolnej za 1906/7, Warszawa [1907], s. 17-25
[29]CAW, życiorysy
[30] CAW, E. Stachurski Dokładny życiorys i przebieg pracy niepodległościowo- ideowej,
[31] Tamże
[32] Relacja z „ Pamiętników” Jana Pietrasa, wspomnienia Zofii Pietras
[33] CAW, M. Kucharski
[34] CAW, K. Potocki
[35] CAW, M. Ptaszek
[36] CAW, A. Tomiło, Odrzuc. 25.10.1937.
[37] Ziemia Lubelska, Echa obchodu rocznicy 3 maja, 4 V 1916 nr.214, s.2.
[38] Zieliński J., Materiały do historii rządu lubelskiego Ignacego Daszyńskiego (relacja Juliusza Zdanowskiego), „Studia Historyczne”, 1968, nr 4, s. 503.
[39] Archiwum Główne Akt Dawnych (AGAD ) MGGL SM KPK, sygn. 2010. Nachweis des Verpflegsstande nach Religionen und Sprachen K. k. Landsturm Etappenbatalien № 508 für I Qartal 1917, k. 28.
[40] J. Lewandowski, Okupacja austriacka w Królestwie Polskim 1915–1918, „Dzieje Najnowsze”, R. XXX, z. 4, Warszawa 1999.
[41] AGAD MGGL, Akta Sztabu Generalnego sygn. 59. Wykaz oddziałów wojskowych stacjonujących na trenach okupowanych oraz oddziałów ochrony kolei na Lubelszczyźnie z 3 stycznia 1917 r., k. 180 i 255. ,W. Gierowski, Analiza żywych sił Polski w październiku 1918 r. (mapa: Dyslokacja formacji zapasowych wojska austriackiego w jesieni 1918 r.) „Bellona”, 41(1933), z. 1.
[42] R. Maleszyk, Funkcjonowanie austriackich sądów wojskowych na Lubelszczyźnie w latach 1915–1918, „Annales UMCS”, vol. LXVIII, z. 1–2, Lublin 2013.
[43] Głos Lubelski, Uroczystość poniedziałkowa, 16 X 1917, nr 286, s. 1–2.
[44] Głos Lubelski, Z estrady i sceny, 19 X 1917, nr 289, s. 3.
[45] J. Lewandowski, Rola Lublina i Lubelszczyzny w październiku i listopadzie 1918 r., „Rocznik Lubelski” 1979, t. XXI.
[46] S. Artymowski, Droga Juliusza Poniatowskiego do funkcji Kuratora Liceum Krzemienieckiego, „Dialog dwóch kultur”, 2020 nr 1, Sulejówek 2021.
[47] Bohdan Wasiutyński, Ludność żydowska w Polsce w wiekach XIX i XX. Studjum statystyczne, Warszawa 1930, s.59.
[48] P. Stawecki, Narodziny wojska Drugiej Rzeczypospolitej, w: U źródeł Niepodległości 1914-1918. Z dziejów polskiego czynu zbrojnego, red. P. Stawecki, Warszawa: WIH 1988, s. 318-319
[49] Kriegsgleiderung er dem Militärgeneralgouvernements unterstehenden Kommandos, Truppen und Anstalten. Marz 1918, k. 25
[50] T. Bobrownicki-Libchen, Siły okupacji austriackiej w przededniu przewrotu, „Niepodległość”, t. V, z. 3(11), Warszawa 1932.
Na skróty
Przydatne linki
Biblioteka w liczbach